[relaks] mala zabawa
Re: [relaks] mala zabawa
...pensjonariuszy szpitala psychiatrycznego zabierających...
-
Krzysztof Aszkiełowicz
- Zaczyna działać

- Posty: 458
- Rejestracja: pn maja 26, 2003 9:29 pm
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Re: [relaks] mala zabawa
zwłoki poturbowanej, pomarańczowej rzodkiewki
Re: [relaks] mala zabawa
...zwijającej się ze szczęścia...
Oto cała historia aż do stanu teraźniejszego:
Za górami, za lasami, mieszka czterech facetów ze swoimi niekoniecznie pięknymi paniami, które mają długie pofalowane, kruczo-czarne i wybitnie piękne włosy. Niestety, pojawiła się zła frytkownica na kółkach, która zfrytkowała włosy mikserowi do pomarańczy. A następnie przyszła babcia Gienia, machając kiszonym ogórkiem, który miał SARS z alufelgami i spojlerem Do babci dołączył dziadek, weteran wojny japońsko - amerykańsko - ruskiej Stracił na niej dwa zęby i czerwoną kokardkę, która była prezentem od kochanki lekarza. Zdenerwowany poszedł po śledzie nadziewane szparagami Gieni i konserwowane w beczce po starym spleśniałym już maśle. Kiedy zobaczyli wschodzące gwiazdy, jedna z nich okazała się być piękną czerwoną różą, ale niedużą. Spleśniała ona, gdy był tam kosmita. Zauważyli również nadlatujący statek kosmiczny (migający światełkami), a niebieskie brukselki zdechły z głodu, ponieważ urosły na Marsie, gdzie kiedyś hodowano wędzoną kapustę suszone ogórki i spleśniałe pomidory, oraz pirackie płytki CD z nieświeżymi hitami Ich Troje, które są hymnem wielu zadupi na świecie. Nikt jednak nie przypuszczał, że pojawi się Józek i wejdzie na lampę Alladyna, co go strasznie denerwuje i chyba będzie ten Alladyn bardzo zły. Następnego dnia żony facetów odpaliły katamaran i włączyły wiatrak w pralce, żeby ubranka kosmitów szybciej wyschły. W międzyczasie pokazali „zielonym”, że są czerwoni (komuchy) od łokci do pięt. Kosmici są jednak daltonistami, więc nie zauważyli pięknego ciała małego brodatego żółwia galapagos, którego lśniąca skorupa powiewała, kołysana niczym drzwi od kanału na ścieki. Zeszli do kanału wykąpać się w cuchnącym szambie zanurzając się po pas w odchodach kosmitów, po czym zjedli zdechłe brukselki zerwane u stóp Wezuwiusza. Po śniadaniu zwiedzili piramidy, w których odnaleźli bardzo przerdzewiały traktor i domontowali z ufo-statku części zamienne i wstawili zamiast nich mózg faraona oraz ręce, a raczej kółka złej rozmontowanej frytkownicy na rolkach ze wspomaganiem. Po skończonej robocie, poszli na piwo bezalkoholowe. Zastali tam pijącego wixora i Dreena sączącego ponuro piwo oraz Hygina, który nie miał niestety kasy na drzwi, tak jak Priest, który postawił wszystkim kolejkę i nawijał o policji. Niestety przyszedł młody Krzasz i zepsuł imprezkę. Wrócili, kupili Cherry za cztery, zezłomowane już Fiaty 126p Urządzili popijawę pod łóżkiem, ale zagryzali w ogródku skarpetkami znanej cioci Bazelajdy, które gniły już od miesiąca w znanej już beczce pod śmietnikiem. Kiedy już przerażeni, zszokowani kosmici odlecieli przyszła babcia Gienia i przywaliła imprezowiczom wałkiem do mycia naczyń. Następnie przyleciał zdezelowany kurczak na miotle i stwierdził, że zła Gienia nie ma z nim dobrych kontaktów i nie będzie się z nią obrzucał suszonymi śliwkami w śmierdzącym kompoście. Nagle zerwał się wiatr, który zmienił kompost w stację transformatorową. Nikt już nie wątpił, że była to sprawka Hirmenegildy V (kochanki dziadka). Chciała ona w ten dosyć upokarzający sposób udowodnić, że popiera kandydaturę Leppera, nowego i całkiem innego polityka prawicowo-lewicowego, co bardzo pomoże ludziom w ich codziennym myciu zębów. Była, ale się zmyła, bo jej się znudziła ta niezbyt wyrafinowana i tuzinkowa kompania dziadka, co było zrozumiałe w jej sytuacji. Problem raczej był spowodowany opieszałością i karygodną miną babci w kierunku różowego ciastka z dziurką, które wyskoczyło z garnka po duszonych kalafiorach. Nagle pojawił się Stefan Ogniopierdny rozwalił samochód i uciekł. Dziadek wziął starego Francuza, chyba Citroëna, który był już mocno pokiereszowany od zderzenia z helikopterem, w którym leciał Lepper i zaczął gonić za pietruszkami nerwowo pomagając sobie łopatą zabił starszą kobiecinę z Samoobrony, a potem wrócił cały w skowronkach jednak należy wspomnieć także o pani posłance z LPR, która siedziała w krzakach prezydenta Jorge'a W. Busha i dopiero wtedy to wszystko wyszło na jaw: jak to podczas corocznej urodzinowej zabawy bywa, ładna roślinka z Jowisza zjadła pomarańczowy widelec do mieszania zupy z proszkiem, ale żółty guzik od pralki okazał się być zakamuflowanym kaktusem syberyjskim, więc Hermenegilda wreszcie zrobiła to, co każdy uważał za niestosowne: zaczęła tańczyć na stole wyczapistego kankana z Andaluzji! Następnego dnia obudziła się z wielkim dzbanem cegieł na łysej, wypolerowanej głowie, z której wystawały zielone rogi koloru fuchsia oraz wiele, wiele macek, które wariowały na widok kaczek pływających w oleju po przeterminowanych fioletowych sardynkach z Sardynii. Nagle, nieoczekiwanie, niespodziewanie, z zaskoczenia, niespodzianie wyskoczył mały, zielony kalendarz zaczął się drzeć: „Ty mała niebieska brudna zafajdana i niemiła konewko!”. Konewka słysząc te słowa szybko kopnęła w kalendarz. Nagle pojawił się szeryf i zarzucił kalendarzowi zbrodnię morderstwa z szczególnym okrucieństwem użyciem niedziel. Reakcja była natychmiastowa - przerażony kalendarz powstał z martwych i poleciał po małą, smukłą bransoletkę na ręce (kajdanki) by samemu, z własnej woli nałożyć ją sobie na kartkę z 13-stką. Po dłuższym zastanowieniu, doszedł Jan Maria Miller, który pociągając swoim wielkim nochalem z dwóch ścieżek naraz, jął wykrzykiwać hasła powyborcze: „Zeszyjemy wam sznurówki i pozaklejamy nosy, żebyście się nie przeziębiali na święta”. Ludzie po usłyszeniu tych słów, odpowiedzieli ogniem bezpośrednim z dwudziestu armatek wodnych z dodatkiem niebieskiej farby i zgniłych pomarańczowych rzodkiewek. Niestety, ostrzeliwani nie ponieśli żadnych strat fizyczno-psychicznych, ale za to terytorialne zwycięstwo odniósł Jan Maria Kwaśniewski. Wszyscy wiwatowali widząc pensjonariuszy szpitala psychiatrycznego zabierających zwłoki poturbowanej, pomarańczowej rzodkiewki zwijającej się ze szczęścia po ekranie telewizora leżącego do góry nogami. Świeżo zmartwychwstały nieświeży niedźwiedź wierzy, że niedługo odwiedzi Gienię...
Kto to przeczytał, to gratuluję! Mnie też kupę czasu zajęło spisanie tego.
Niektóre błędy zostały poprawione, bo brzmiało to niestylistycznie. Nie było ich dużo, ale przyznam szczerze, że cała historia jest bezsensowna!
P.S.: Prośba do jednego z moderatorów, jeśli mają taką możliwość: czy można przykleić mój post, żeby zawsze znajdował się na każdej stronie w pomniejszonej formie, by zawsze śledzić treść naszej „książki”? Jeśli nie, to chociaż wyjustujcie ten tekst, żeby lepiej wyglądał
Oto cała historia aż do stanu teraźniejszego:
Za górami, za lasami, mieszka czterech facetów ze swoimi niekoniecznie pięknymi paniami, które mają długie pofalowane, kruczo-czarne i wybitnie piękne włosy. Niestety, pojawiła się zła frytkownica na kółkach, która zfrytkowała włosy mikserowi do pomarańczy. A następnie przyszła babcia Gienia, machając kiszonym ogórkiem, który miał SARS z alufelgami i spojlerem Do babci dołączył dziadek, weteran wojny japońsko - amerykańsko - ruskiej Stracił na niej dwa zęby i czerwoną kokardkę, która była prezentem od kochanki lekarza. Zdenerwowany poszedł po śledzie nadziewane szparagami Gieni i konserwowane w beczce po starym spleśniałym już maśle. Kiedy zobaczyli wschodzące gwiazdy, jedna z nich okazała się być piękną czerwoną różą, ale niedużą. Spleśniała ona, gdy był tam kosmita. Zauważyli również nadlatujący statek kosmiczny (migający światełkami), a niebieskie brukselki zdechły z głodu, ponieważ urosły na Marsie, gdzie kiedyś hodowano wędzoną kapustę suszone ogórki i spleśniałe pomidory, oraz pirackie płytki CD z nieświeżymi hitami Ich Troje, które są hymnem wielu zadupi na świecie. Nikt jednak nie przypuszczał, że pojawi się Józek i wejdzie na lampę Alladyna, co go strasznie denerwuje i chyba będzie ten Alladyn bardzo zły. Następnego dnia żony facetów odpaliły katamaran i włączyły wiatrak w pralce, żeby ubranka kosmitów szybciej wyschły. W międzyczasie pokazali „zielonym”, że są czerwoni (komuchy) od łokci do pięt. Kosmici są jednak daltonistami, więc nie zauważyli pięknego ciała małego brodatego żółwia galapagos, którego lśniąca skorupa powiewała, kołysana niczym drzwi od kanału na ścieki. Zeszli do kanału wykąpać się w cuchnącym szambie zanurzając się po pas w odchodach kosmitów, po czym zjedli zdechłe brukselki zerwane u stóp Wezuwiusza. Po śniadaniu zwiedzili piramidy, w których odnaleźli bardzo przerdzewiały traktor i domontowali z ufo-statku części zamienne i wstawili zamiast nich mózg faraona oraz ręce, a raczej kółka złej rozmontowanej frytkownicy na rolkach ze wspomaganiem. Po skończonej robocie, poszli na piwo bezalkoholowe. Zastali tam pijącego wixora i Dreena sączącego ponuro piwo oraz Hygina, który nie miał niestety kasy na drzwi, tak jak Priest, który postawił wszystkim kolejkę i nawijał o policji. Niestety przyszedł młody Krzasz i zepsuł imprezkę. Wrócili, kupili Cherry za cztery, zezłomowane już Fiaty 126p Urządzili popijawę pod łóżkiem, ale zagryzali w ogródku skarpetkami znanej cioci Bazelajdy, które gniły już od miesiąca w znanej już beczce pod śmietnikiem. Kiedy już przerażeni, zszokowani kosmici odlecieli przyszła babcia Gienia i przywaliła imprezowiczom wałkiem do mycia naczyń. Następnie przyleciał zdezelowany kurczak na miotle i stwierdził, że zła Gienia nie ma z nim dobrych kontaktów i nie będzie się z nią obrzucał suszonymi śliwkami w śmierdzącym kompoście. Nagle zerwał się wiatr, który zmienił kompost w stację transformatorową. Nikt już nie wątpił, że była to sprawka Hirmenegildy V (kochanki dziadka). Chciała ona w ten dosyć upokarzający sposób udowodnić, że popiera kandydaturę Leppera, nowego i całkiem innego polityka prawicowo-lewicowego, co bardzo pomoże ludziom w ich codziennym myciu zębów. Była, ale się zmyła, bo jej się znudziła ta niezbyt wyrafinowana i tuzinkowa kompania dziadka, co było zrozumiałe w jej sytuacji. Problem raczej był spowodowany opieszałością i karygodną miną babci w kierunku różowego ciastka z dziurką, które wyskoczyło z garnka po duszonych kalafiorach. Nagle pojawił się Stefan Ogniopierdny rozwalił samochód i uciekł. Dziadek wziął starego Francuza, chyba Citroëna, który był już mocno pokiereszowany od zderzenia z helikopterem, w którym leciał Lepper i zaczął gonić za pietruszkami nerwowo pomagając sobie łopatą zabił starszą kobiecinę z Samoobrony, a potem wrócił cały w skowronkach jednak należy wspomnieć także o pani posłance z LPR, która siedziała w krzakach prezydenta Jorge'a W. Busha i dopiero wtedy to wszystko wyszło na jaw: jak to podczas corocznej urodzinowej zabawy bywa, ładna roślinka z Jowisza zjadła pomarańczowy widelec do mieszania zupy z proszkiem, ale żółty guzik od pralki okazał się być zakamuflowanym kaktusem syberyjskim, więc Hermenegilda wreszcie zrobiła to, co każdy uważał za niestosowne: zaczęła tańczyć na stole wyczapistego kankana z Andaluzji! Następnego dnia obudziła się z wielkim dzbanem cegieł na łysej, wypolerowanej głowie, z której wystawały zielone rogi koloru fuchsia oraz wiele, wiele macek, które wariowały na widok kaczek pływających w oleju po przeterminowanych fioletowych sardynkach z Sardynii. Nagle, nieoczekiwanie, niespodziewanie, z zaskoczenia, niespodzianie wyskoczył mały, zielony kalendarz zaczął się drzeć: „Ty mała niebieska brudna zafajdana i niemiła konewko!”. Konewka słysząc te słowa szybko kopnęła w kalendarz. Nagle pojawił się szeryf i zarzucił kalendarzowi zbrodnię morderstwa z szczególnym okrucieństwem użyciem niedziel. Reakcja była natychmiastowa - przerażony kalendarz powstał z martwych i poleciał po małą, smukłą bransoletkę na ręce (kajdanki) by samemu, z własnej woli nałożyć ją sobie na kartkę z 13-stką. Po dłuższym zastanowieniu, doszedł Jan Maria Miller, który pociągając swoim wielkim nochalem z dwóch ścieżek naraz, jął wykrzykiwać hasła powyborcze: „Zeszyjemy wam sznurówki i pozaklejamy nosy, żebyście się nie przeziębiali na święta”. Ludzie po usłyszeniu tych słów, odpowiedzieli ogniem bezpośrednim z dwudziestu armatek wodnych z dodatkiem niebieskiej farby i zgniłych pomarańczowych rzodkiewek. Niestety, ostrzeliwani nie ponieśli żadnych strat fizyczno-psychicznych, ale za to terytorialne zwycięstwo odniósł Jan Maria Kwaśniewski. Wszyscy wiwatowali widząc pensjonariuszy szpitala psychiatrycznego zabierających zwłoki poturbowanej, pomarańczowej rzodkiewki zwijającej się ze szczęścia po ekranie telewizora leżącego do góry nogami. Świeżo zmartwychwstały nieświeży niedźwiedź wierzy, że niedługo odwiedzi Gienię...
Kto to przeczytał, to gratuluję! Mnie też kupę czasu zajęło spisanie tego.
Niektóre błędy zostały poprawione, bo brzmiało to niestylistycznie. Nie było ich dużo, ale przyznam szczerze, że cała historia jest bezsensowna!
P.S.: Prośba do jednego z moderatorów, jeśli mają taką możliwość: czy można przykleić mój post, żeby zawsze znajdował się na każdej stronie w pomniejszonej formie, by zawsze śledzić treść naszej „książki”? Jeśli nie, to chociaż wyjustujcie ten tekst, żeby lepiej wyglądał
Ostatnio zmieniony śr maja 05, 2004 8:05 pm przez KaRoL, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Peryvivo
- Nowy

- Posty: 57
- Rejestracja: czw sty 30, 2003 6:45 pm
- Lokalizacja: Świdnica Śl, Polska
- Kontakt:
Re: [relaks] mala zabawa
...po ekranie telewizora leżącego....
Re: [relaks] mala zabawa
do góry nogami. Świeżo
// a ja zakladajac ten topic martwilem sie ze ne bedzie mial powodzenia....
// a ja zakladajac ten topic martwilem sie ze ne bedzie mial powodzenia....
-
Peryvivo
- Nowy

- Posty: 57
- Rejestracja: czw sty 30, 2003 6:45 pm
- Lokalizacja: Świdnica Śl, Polska
- Kontakt:
Re: [relaks] mala zabawa
....zmartwychwstały nieświeży niedźwiedź wierzy...
//ja bym się najwyżej martwił o zablokowanie...
//ja bym się najwyżej martwił o zablokowanie...
Re: [relaks] mala zabawa
..., że niedługo odwiedzi Gienię...
// na razie nie jest tak najgorzej, jeżeli będziemy to kontynuować raz na godzinę
// na razie nie jest tak najgorzej, jeżeli będziemy to kontynuować raz na godzinę
Re: [relaks] mala zabawa
..., która z kolei da...
Re: [relaks] mala zabawa
...mu piękną czerwoną żabę...
Re: [relaks] mala zabawa
..., która zamieni się w...
Re: [relaks] mala zabawa
...starego dziadka do orzechów...
Re: [relaks] mala zabawa
wymachującego bardzo nieostrożnie kalashnikovem
Re: [relaks] mala zabawa
. Przestraszony niedźwiedź popędził do...
// Ta cenzura na forum jest bez sensu...
// Ta cenzura na forum jest bez sensu...
Re: [relaks] mala zabawa
kiosku po wodę mineralną
// robilem o tym topic specjalny... ostatnie co zostalo powiedziane to: 'zaastanawiamy sie..' ale tak wogole toPLS nie piszcie tu nic poza tym w niebieskim do tego macie inne tematy
// robilem o tym topic specjalny... ostatnie co zostalo powiedziane to: 'zaastanawiamy sie..' ale tak wogole toPLS nie piszcie tu nic poza tym w niebieskim do tego macie inne tematy
Re: [relaks] mala zabawa
..., odkręcił butelkę, wypił i...

