Na czym zarabia się w sieci?

Grzegorz Rg, 2009-09-09 03:53:57

Na czym zarabia się w sieci?
Mam przeczucie, że właśnie teraz powinienem napisać coś absolutnie fantastycznego. Z drugiej strony, wypadałoby zacząć od konwencjonalnej nudy. Rozwiązanie tego dylematu znajdziesz poniżej...

Chcecie dobrze zarobić? Powiem Wam jak, to proste.

Zróbmy szybką analizę. Informacja jest w cenie. Dobra informacja jest i zawsze będzie towarem deficytowym. Weźmy na przykład giełdę, rynek walutowy. Ten, kto pierwszy dociera do cennej informacji, zarabia. Często grube miliony. Informacja to najlepszy biznes na świecie, zapewniam Was.

 

A teraz bardziej pokrętne rozumowanie - skoro ktoś dociera do informacji, to znaczy, że ktoś już wcześniej ją miał. Najbardziej wartościowa będzie w związku z tym nieodkryta, dziewicza informacja, którą na potrzeby moich wywodów nazwę informacją idealną.

 

Powiedzmy, że ją mamy, teraz wystarczy zacząć zarabiać. Jak? Trzeba przekazać ją dalej. A do tego oczywiście najlepiej nadaje się internet. Dlaczego Google jest tak potężne? Bo to rozumie. Nawet informuje mnie o tym przy każdym wyszukiwaniu wyświetlając np. dla frazy "pupa" - Znaleziono w 0,27 sek. Nieźle.

 

Dalej już jest prościej - wystarczy zorientować się, że miliony ludzi dziennie mówią nam, czego potrzebują (z tą pupą, to tylko przykład moi drodzy ;-) I Google robi to dalej, robi to doskonale. Na przykład ostatnio skanuje i umieszcza za darmo w swoich zbiorach wszystkie książki świata. Genialne. Informacja idealna po raz kolejny! Wszystkie książki świata... tego nikt nie przebije. I jeszcze wisienka na torcie - do wczoraj autorzy książek mieli czas na zgłoszenie sprzeciwu co do skanowania ich dzieła. Oczywiście to bezprawne, ale kto tam się będzie procesował z Google. Nie mogę wyjść z podziwu. I niech mi jeszcze raz ktoś powie, że nasza kiełbasa przegoniła ich kiełbasę...

 

PS. Na koniec jeszcze deklaracja z mojej strony - jeśli będę chciał Wam przekazać tylko informację, napiszę newsa (Jeśli będę miał informację idealną, podam też numer konta). Blog pozostanie dla mnie formą luźną, subiektywną i opiniotwórczą. Jak często będę pisał? Podobnie jak pogoda nad morzem, to nic pewnego. Do Was mam jednak prośbę - abyście aktywnie brali udział w dyskusjach do postów. I nawet jeśli czasem specjalnie Was do tego sprowokuję - pamiętajcie, że jesteście dla mnie absolutnie fantastyczną społecznością. A jeśli nie chcecie gadać o Google, mogę podrzucić Wam inny temat - Sylwester R. - szef ZUS, przyjął korzyści majątkowe - telewizor i blachę na dach domu. 

 

/gr

Ocena 2.56/5 (51.17%) (487 głosów)

Komentarze:

  • Proces
    Dodał: gorylek data: 2009-09-09
    Kto by się procesował ? Ja. Wypuściłem książkę która została zeskanowana, mimo że nie korzystałem z żadnego wydawcy który zawarł umowę z Google. Ewentualnie wypuściłem w świat książkę na własny koszt (a co, można).
    W momencie kiedy zeskanowali ją i udostępnili - złamali prawo. I ŻADEN prawnik nie jest w stanie tego podważyć choćby nie wiem ilu prawników i ile milionów wsadzili w proces.

    Z drugiej strony dla mnie akcja bardzo fajna. Będę miał lepszy dostęp do wielu książek, które dotychczas musiałem albo szukać na sieci w formie elektronicznej, albo o których mogłem marzyć (mól książkowy ze mnie) gdyż zamawianie je z za granicy warte jest ceny i zachodu tylko w nielicznych przypadkach.
    Nie mniej jednak mam nadzieje że nie wejdą w drogę wydawcą i pisarzom którym się taka perspektywa nie podoba. Każdy powinien wydawać własny produkt na własnych warunkach i to czy Google "ich zeskanuje" czy nie powinno zależeć od nich.

    Nie mniej jednak sama informacja nie jest tak ważna jak jej swobodny przepływ. Weźmy pod uwagę ostatnie poczynania Google i Mozilli. Google od dawna oferuje nam gmail. Można się kłócić ale śmiało mówię że to najlepsza poczta elektroniczna dostępna na rynku. Ile lat jej używam i w ilu miejscach bym nie wsadził adresu mojej skrzynki - zero spamu. Wygoda, przejrzystość i sporo przydatnych opcji. Niemal usługa idealna.

    Za chwilę pojawi się Google Wave które również stanie się zapewne rewolucją. Blog i komunikator w jednym. Narzędzie które możemy wsadzić spokojnie na stronę internetową jako system komentarzy i tony ciekawych opcji. Wszystko w przeglądarce (teraz wiemy dlaczego potrzeba im było jak najlepszą obsługę JS).
    Z drugiej strony Mozilla przygotowuje Aurorę. Przeglądarka, komunikator w jednym. Ale nie tylko. Przykłady z porównywaniem witryny, grupowaniem ich wg zawartości merytorycznej (pachnie powoli web 3.0), lista kontaktów ze znajomymi i swobodne przesyłanie artykułów, konwersji tabel na wykresy, ich porównywania itp itd etc.

    Jeżeli chodzi nam o sam bum i milion w kieszeni to rzeczywiście informacja jest najchodliwszym i jednym z najdroższych towarów. Jeżeli jednak chcemy miliony na przestrzeni czasu w stylu "grosik do grosika" to umożliwianie swobodnego przepływu informacji jak największej licznie osób w jak najwygodniejszy sposób - jest jeszcze lepszym interesem.

  • Dodał: Grzegorz Róg data: 2009-09-09
    Jedyne zagrożenie dla Google to duże wydawnictwa. Ktoś, kto na własną rekę wydaje jakąś książkę, magazyn, z pewnością zastanowi się sto razy, zanim zapłaci 20 000 zł prawnikowi, który będzie go reprezentował przed sądem w USA. Prawnik ze stanów może być jakąś alternatywą, bo tam każdy zechce wygrać z Google.

    Ale Google widzi szansę gdzie indziej. Jest mnóstwo książek, o które nikt się nie upomni. Autorzy nie żyją, sytuacja praw autorskich jest nieuregulowana, lub komuś po prostu się nie chce.

    Tak, sam korzystam z wielu serwisów Google ponieważ są genialne w swojej prostocie, a do tego szybkie. Czas to pieniądz, każdemu się spieszy. Pytanie tylko, czy w sieci znajdzie się też miejsce nie tylko na funkcjonalność, ale na coś, przy czym można się zatrzymać na dłużej, zastanowić, podziwiać....

  • Widok
    Dodał: gorylek data: 2009-09-09
    Kiedy nie za bardzo jest się nad czym zastanawiać. Napisałem książkę, którą zwyczajnie sprzedaję. Skan książki trafia na witrynę Google bez mojej zgody ani mojego wydawcy (jeżeli z takowego korzystam).
    W tym momencie sprawa jest wygrana już na starcie, gdyż mamy do czynienia z naruszeniem praw autorskich.
    Wiadomo - prościej napisać list z prośbą o usunięcie. Google zapewne usunie sporną książkę na prośbę autora czy to przed czy po terminie. Nie mniej jednak niektórzy wytoczą proces dla samej zasady. Licząc za pewne przy okazji na solidne odszkodowanie. To w końcu stany gdzie za jedną głupią mp3 można oberwać kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów grzywny na rzecz poszkodowanego.

    Co do tych których prawa nie są jasne lub gdzie nikt się już o nie nie upomni to nie stawiał bym tak na to. Proszę zauważyć że wystarczy jedna przegrana sprawa i z firmy odlatują spore pieniądze. W stanach taka przegrana sprawa staje się precedensem a wtedy wszyscy jak sępy ruszą po łatwy łup.
    Z drugiej strony Google nie wczoraj się urodziło a prawników swoich ma więc pewnie już coś na to mają. Czas pokaże.

    Jeżeli chodzi o podziwianie to cóż. Witryny grafików i firm grafiką się zajmujących. Nie mniej jednak oferują one wrażenia natury estetycznej bez żadnego praktycznego zastosowania. Witryny popularne na których człowiek nie raz spędza czas, przeliczają każdy bit przesłanych informacji i starają się tą ilość zmniejszyć do minimum (głównie kosztem grafiki). Co za tym idzie - otrzymujemy estetyczną, praktyczną ale niezbyt zachwycającą szatę graficzną.
  • ELO
    Dodał: Gość data: 2009-11-28
    Pozdrawiam Cie Gościu!

  • Dodał: Kamil data: 2010-02-24
    W internecie najlepiej chyba zarabia sie na wideotutorialach i przelewaniu na DVD wiedzy która jest napisana :)
    lepiej chyba tego nie można było zrobić :)
    i tak trzymać!
    Pozdrawaim.

    Ps Co do Googla i spamu trochę bym się zastanowił. Ja w pierwsze 3 minuty dostałem spam...


Dodaj komentarz:


Temat:
Twój nick:
Komentarz:
 

Prosimy o kulturę wypowiedzi. Komentarze zawierające niecenzuralne zwroty, bądź obrażające inne osoby będą usuwane. Kod HTML w wypowiedziach jest niedozwolony. Wydawca nie odpowiada za treść komentarzy.